13 rzeczy, które Cię zaskoczą gdy pojedziesz do Hiszpanii

  • 10 / 04 / 2018

Hiszpania to kraj, który najczęściej kojarzy się z piękną pogodą, szerokimi plażami oraz wielką liczbą turystów. Mało kto zna prawdziwe zwyczaje Hiszpanów. W czasie moich licznych wyjazdów odkryłam, że  wiele z nich budzi zaskoczenie z punktu widzenia Polskiej rzeczywistości.

Chciałabym podzielić z Wami moimi doświadczeniami.

1. Na czerwonym świetle można przejść

W Hiszpanii kolor zielony i czerwony zupełnie się pomieszały. Sami Hiszpanie lepiej od semaforów świetlnych wiedzą kiedy mogą, a kiedy nie mogą przejść przez ulicę. Nie jest ważne czy to osoba starsza czy biegnący dzieciak, oni po prostu nie patrzą na sygnalizację, tylko na to czy jedzie samochód. Jak nie jedzie, to nie czekają i nie tracą swojego czasu, tylko przechodzą.

Odnoszę wrażenie, że hiszpański pieszy jest traktowany z dużo większą serdecznością niż w Polsce. Jeżeli nie stwarza poważnego zagrożenie to sami policjanci zwalniają żeby mógł spokojnie przejść na czerwonym świetle.

Podstawowy kurs języka hiszpańskiego A1

Curso elemental dedykowany jest osobom, które nie miały żadnego kontaktu z językiem hiszpańskim i chciałyby od podstaw rozpocząć naukę z nauczycielem niebędącym native speakerem.

  • Start: 06 / 11 / 2018 r.
  • Metro Świętokrzyska
  • wtorki i czwartki
  • 19:30 - 21:00
  • 3 wolne miejsca
ZOBACZ WSZYSTKIE KURSY

2. Małe piwo rzeczywiście jest małe

W Hiszpanii popularna caña to tylko 0,33 l. Obojętnie czy kupujesz w butelce czy z nalewaka, zawsze jest takiej objętości.

Ma to swoje dobre i złe strony. Dobra to taka, że małe i zimne piwo można szybko wypić i iść dalej zwiedzać miasto. Poza tym mniejsza objętość nie ociepli się i nie wywietrzeje tak szybko. Tak zresztą argumentują to Hiszpanie.

Zła strona małego piwa skutkuje reakcjami turystów, którzy o tym nie wiedzą i nastawiają się na dłuższe posiedzenie w hiszpańskim barze. Kiedy kelner przynosi małą cañę, na ich twarzach pojawia się ogromne zdziwienie i pytanie “Takie małe?”. Zbulwersowani klienci przestawiają się na hiszpański styl życia i zwyczajnie zamawiają następną kolejkę. Cóż takie w Hiszpanii są zwyczaje.

3. Szybki lunch za 2 euro?

W Hiszpanii to całkiem możliwe. Jeżeli nie masz czasu na wykwintne obiady, a tym bardziej nie chcesz wydać za dużo kasy podczas wyjazdu, zawsze możesz udać się do siedzi barów 100 Montaditos na popularne tapas z piwem czy winem.

Takie sieciówki w dużych hiszpańskich miastach są praktycznie na każdej ulicy. Moi znajomi gdy się tam wybierali mówili żartobliwie, że idą na “setę”.

To specyficzne miejsce, w którym spędzisz może 15 minut łącznie ze złożeniem zamówienia, zjedzeniem i zapłaceniem rachunku (oczywiście jeżeli chcesz to możesz siedzieć dłużej, nikt Cię nie wyrzuci). Z listy menu we własnym zakresie “montujesz” swój ulubiony zestaw. Kanapka mięsna, z rybką a może wersja vege? Każdy znajdzie coś dla siebie ponieważ wybór jest rzeczywiście bardzo duży a cena w porównaniu do jakości bardzo niska.

Warto też wspomnieć, że w hiszpańskich restauracjach i barach praktycznie zawsze podawana jest jakaś przystawka. Jaka? W restauracjach są to różnego rodzaju pasty z hiszpańskim chlebem (który wygląda i smakuje jak nasze bagietki). W małych barach jak popularna “seta” są to chipsy albo orzeszki do pochrupania.

4. Im brudniej, tym smaczniej

Zacznij przygodę z językiem hiszpańskim już dziś!

Zostań naszym uczniem i poznaj jeden z najpiękniejszych języków obcych na świecie! Kursy języka hiszpańskiego w Warszawie.

Zobacz kursy

Kontynuując temat barów zaskakujące jest to, że im w barze jest brudniej, im więcej papierów i wykałaczek znajdziesz na podłodze, tym bar cieszy się większą popularnością. (Zaznaczam jednak, że chodzi o typowe tapas bary, nie eleganckie restauracje. Tu nie byłoby mowy o brudnej podłodze).

W Polsce wielu klientów nawet by nie weszło do takiego miejsca, bo mieliby wrażenie, że jest tam niezły syf, nieświeże jedzenie i słaba obsługa. Otóż w Hiszpanii jest zupełnie odwrotnie. Im więcej brudu na podłodze, tym lepiej. Oznacza to, że bar jest często odwiedzany i cieszy się bardzo dużą popularnością, a pracownicy zwyczajnie nie mają czasu na sprzątanie.

To był dla mnie duży szok, kiedy pracując w San Sebastian jako kelnerka już pierwszego dnia poza podawaniem gościom wina, złapałam za szczotkę i chciałam zamiatać podłogę. W tym momencie dostrzegł mnie mój szef, który kategorycznie mi tego zabronił. Zastanawiałam się co zrobiłam nie tak i dlaczego zabrania mi sprzątania aż wyjaśnił mi o co w tym całym bałaganie chodzi.

5. Śniadanie może nie istnieć, ale bez kolacji nie pójdą spać

Hiszpanie zazwyczaj nie jadają śniadań. Ograniczają się do szybkiej kawy w barze na rogu ulicy i ciastka typu madalena czy croissant. Nawet nie ma mowy o zjedzeniu przez nich kanapki z serem i szynką, pomidorem czy ogórkiem. Warzywo na śniadanie? To zdecydowanie nie dla nich. Na słodko albo wcale.

Ich zwyczaje jedzeniowe różnią się bardzo od naszych polskich. Może nie jedzą śniadania, natomiast około 11 mają tzw. el almuerzo, czyli drugie śniadanie. Wychodzą do baru na mały tapas, pincho de tortilla i kawę. Obiad jest obowiązkowy między 13:00 a 16:00, później podwieczorek i oczywiście późna kolacja z rodziną albo przyjaciółmi.

W języku hiszpańskim istnieją określone słowa, które determinują każdy wymieniony przeze mnie posiłek:

  • el desayuno – śniadanie
  • el almuerzo – II śniadanie
  • la comida – obiad
  • la merienda – podwieczorek
  • la cena – kolacja

i odpowiednio:

  • desayunar – śniadaniować (w Hiszpanii nie powiemy comer el desayuno)
  • almorzar – jeść drugie śniadanie
  • comer – jeść obiad/jeść (w ogóle)
  • merendar – podwieczorkować
  • cenar – kolacjować

Kiedy Hiszpanie mają przerwę w pracy, rzeczywiście wykorzystują ją na zregenerowanie swoich sił. Nie jadają przed komputerem tak jak bywa to w wielu polskich korporacjach. Zazwyczaj Polacy jedzą szybko aby nie tracić czasu i z obawy, że nie wyrobią dziennego targetu. Hiszpanie wiedzą, że posiłek jest dla nich bardzo ważnym elementem dnia i znacząco go celebrują. W czasie przerwy lunchowej wychodzą do restauracji na menú del dia.

Co to jest? To tzw. menu dnia, które codziennie się zmienia.  Między godziną 13:00 a 16:00 zwykłe karty znikają ze stołów, a na ich miejsce pojawiają się karty obiadowe z określonymi daniami. Zawsze dwie pozycje na pierwsze i drugie danie, z których wybiera się jedną. Obowiązkowy jest też deser. Bez deseru obiad się nie liczy. W cenie zawsze jest napój, woda, piwo albo wino.

Ilość jedzenie w takim menu jest naprawdę powalająca. Hiszpanie potrafią zjeść bardzo dużo, chociaż może nie powinno nas to dziwić skoro ich śniadania są skromne.

Ciekawe jest to, że w takich restauracjach nie zobaczysz pięknych białych, materiałowych obrusów. W Hiszpanii liczy się czas podania posiłku i sprzątnięcia po nim aby miejsce mógł zająć kolejny klient. Obrusy są więc… papierowe. Po każdym gościu taki jednorazowy obrus trafia do kosza, kelner przeciera stół i od razu nakrywa dla nowych klientów.

O ile dla wielu z nas najważniejszym posiłkiem jest śniadanie, to u Hiszpanów jest zupełnie odwrotnie. To kolacja jest kulminacyjnym posiłkiem w ciągu dnia. Podobnie jak obiad jest obfita i przede wszystkim jedzona bardzo późno bo między 21:00 a 23:00.

Jeśli hiszpańscy przyjaciele zaproszą Cię kiedyś na kolację, upewnij się, że jesteś bardzo głodny. Nie wypuszczą Cię bez spróbowania wszystkich dań. Natomiast Ty nigdy nie staraj się przygotować wystawnego śniadania dla Hiszpanów, bo i tak usłyszysz, że nie są głodni i chętnie napiją się tylko kawy.

6. Kawa z ekspresu albo w ogóle

Hiszpanie nie uznają kawy rozpuszczalnej. Według nich nie jest to prawdziwa kawa ponieważ nie ma odpowiedniego smaku, zapachu i aromatu i zwyczajnie jej nie piją.

U hiszpańskiej gospodyni w domu jest kafetera, w której przygotowuje kawę, ale nie za często. Hiszpanie preferują życie na ulicy i na kawę potrafią zejść do baru, który jest na dole bloku, w którym mieszkają. Koszt 2 euro. Bezcenne. Zawsze mają okazję do spotkania sąsiada i pogawędki o polityce, pogodzie, sporcie czy hiszpańskim kryzysie.

Do takich barów przychodzą klienci znani od wielu, wielu lat. Kiedy wchodzą, doskonale wiesz, że zaraz poproszą o café con leche. Sama doświadczyłam takich sytuacji kiedy pracowałam w hiszpańskich barach. Z daleka widziałam nadchodzącego Pana Alvaro. Nim zdążył usiąść przy barze, czekała na niego pyszna czarna kawa ze słodzikiem.

Warto jest też wspomnieć o różnych rodzajach kawy, którą możemy zamówić. Należą do nich:

  • café con leche – duża kawa z mlekiem
  • café cortado – mała kawa z mlekiem
  • café solo – mała czarna kawa (expresso)
  • doble café solo – podwójna kawa bez mleka
  • café americano – czarna kawa rozcieńczona gorącą wodą
  • café con hielo – kawa z lodem

Herbaty nie cieszą się dużą popularnością. Hiszpanie piją raczej różnego rodzaju zioła, bardzo często rumianek (la manzanilla). Jeżeli zamawiasz herbatę w towarzystwie Hiszpanów, możesz się zaskoczyć pytaniem “czy jesteś chora?”. Dla nich herbata jest jak lekarstwo w czasie grypy.

7. Brak czajnika w mieszkaniach

Skoro przed chwilą było o kawie i herbacie to warto też wspomnieć, że w większości hiszpańskich domów nie ma czajników. Elektryczny, gazowy? Po co to komu? Zdecydowanie można podgrzać wodę w inny sposób.

Początkowo myślałam, że takie zwyczaje panują tylko w domach gdzie mieszka kilka pokoleń: dziadkowie, rodzice  z dziećmi. Szybko jednak przekonałam się, że moi znajomi, także nie potrzebują czajnika.

Jak zatem Hiszpanie sobie radzą? Albo inaczej… jak powinien zachować się turysta, który chce rano wypić kawę albo herbatę? Zapewniam Was, że jest na to sposób. Pierwszy, zupełnie normalny to po prostu podgrzanie wody w rondelku. Drugi, bardzo oryginalny to podgrzanie wody w kuchence mikrofalowej.

8. Kaloryfer – nie w Hiszpanii

Z brakiem czajnika można sobie poradzić jednak z panującym zimą zimnem w domu jest już gorzej. Jak się okazuje na północy kraju i w centrum nie jest tak ciepło jakby się wydawało. Zimą jest po prostu zimno nawet w Hiszpanii. Śnieg i niskie temperatury są tam coraz częściej występującym zjawiskiem. Szkoda tylko, że nie idzie za tym w parze montowanie grzejników w domach.

Mieszkania w Hiszpanii mają cienkie ściany, a okna są nieszczelne. O ile jest to zbawienne podczas letnich upałów, to zdecydowanie nie sprawdza się zimą. Jeżeli w mieszkaniu są kaloryfery to są bardzo małe (może 5 cienkich żeberek) i grzeją bardzo lekko. Mieszkanie nie jest w stanie nagrzać się wystarczająco aby było ciepło.

Kiedy mieszkałam w Burgos, zima była naprawdę mroźna i padało dużo śniegu. Dla moich znajomych z Brazylii czy Meksyku była to ogromna frajda (niektórzy widzieli śnieg pierwszy raz w życiu), ja nie cieszyłam się z tego wcale. W mieszkaniu było zimno do tego stopnia, że spałam w dresach, polarze i ciepłych skarpetkach. Rano nos miałam jak sopel lodu.

9. Nawet jak cię nie znam, to i tak cię pocałuję

Hiszpanie są zdecydowanie wyluzowanym i otwartym na nowe znajomości narodem. Ich zwyczajem jest dawanie sobie dwóch, nie jednego i nie trzech buziaków w policzek na przywitanie. Całują się dzieci, młodzież, dorośli. Rodzina, przyjaciele i osoby zupełnie sobie nieznane. Oczywiście nie należy się obawiać, że ktoś rzuci się z ognistym pocałunkiem. To tylko zwyczajny buziak. Zupełnie nie mają z tym problemu, nie jest to ani obraźliwe, ani gorszące. W ich kulturze to przejaw sympatii i dobrego wychowania.

W Polsce co najwyżej poda się komuś rękę albo delikatnie pochyli się głowę. O buziakach nie ma nawet mowy jeśli widzisz kogoś po raz pierwszy albo znasz tylko z widzenia.

Początkowo dla mnie to było także nienaturalne. Całować się z każdą nowo poznaną osobą? Niby dlaczego? Pamiętam jak w pierwszym tygodniu mojego pobytu w Hiszpanii poznałam mnóstwo osób. Do każdego wyciągałam rękę, a oni wręcz przeciwnie. Ich buzie spontanicznie zbliżały się coraz bliżej aby mnie pocałować. Sytuacja była co najmniej niekomfortowa. Później oczywiście się z tym oswoiłam i teraz w ogóle nie uważam, że to coś dziwnego.

10. Popularna drzemka

Sjesta to czas, w którym Hiszpanie odpoczywają od pracy. Sklepy są zamknięte, banki nie działają, w aptece nie kupisz leku, który akurat potrzebujesz. W czasie sjesty Hiszpanie starają się nie dzwonić aby komuś nie przeszkadzać, nie załatwiają w tym czasie żadnych spraw bo i tak urzędy są zamknięte. Sjesta trwa zazwyczaj między 14:00 a 17:00 i przeznaczona jest na obiad i krótką drzemkę. Po jej zakończeniu wszystko wraca do normalności, na ulicach słychać gwar ludzi, bawiące się dzieci i samochody.

Osobiście początkowo nie mogłam się do tego przyzwyczaić i czasami głodowałam w oczekiwaniu aż otworzą supermarket i będę mogła kupić coś na obiad. Zazwyczaj wracałam z uniwersytetu około 14:00 albo 15:00, a później miałam kolejne zajęcia na 18:00. Kiedy je kończyłam sklepy już były zamknięte. Dobrze, że stołówka nie miała w tym czasie sjesty bo byłoby kiepsko. Po jakimś czasie nauczyłam się z tym żyć. Musiałam tylko zmienić moje nawyki i inaczej organizować domowe obowiązki.  

Trzeba jednak wiedzieć, że sjesta w dużych miastach oraz turystycznych miejscowościach nie rządzi się tymi samymi prawami. Sklepy, restauracje i bary są czynne cały dzień, aż do późnych godzin nocnych głównie ze względu na turystów. Więcej jednak o sjeście w Hiszpanii możesz przeczytać tutaj.

11. Kapcie w domu?

Kolejną rzeczą, która mnie zszokowała było to, że Hiszpanie chodzą w domu w butach.

Mało tego…są to często te same buty, w których biegają po ulicach, wdeptując przy okazji we wszystkie możliwe śmieci, gumy do żucia, psie kupy i panujący brud.

Oczywiście nie będę generalizować ponieważ są Hiszpanie, którzy mają swoje domowe klapki i dla własnej wygody je zakładają ale w wielu domach zwyczajnie się tego nie robi.

12. Niedziela – nie działaj!

Niedziela dla Hiszpanów jest dniem, w którym rzeczywiście nie pracują. Jednak pomimo tego, że jest to kraj katolicki, osób uczestniczących w mszach świętych jest dużo mniej niż w Polsce, zwłaszcza młodych.

To czas dla rodziny, relaksu i przede wszystkim odpoczynku od pracy. Na ulicach widać spacerujące rodziny z dziećmi, ciastkarnie w centrum miasta są pełne ludzi. Młodych i starszych.

13. Starość to radość

Niesamowite jest to, że w Hiszpanii starsze osoby nie wstydzą się tego, że mają tyle lat ile mają. Nie ukrywają swoich słabości i niepełnosprawności. Takie osoby mają swoich opiekunów, z którymi wychodzą na spacery. Ci co mogą idą powoli o lasce, ci, którzy nie mogą iść samodzielnie prowadzeni są na wózku inwalidzkim. Nie mają absolutnie problemu z tym aby napić się kawy, soku albo wina w barze. Myślę sobie, że ich moc w słabości się doskonali. W Polsce niewielu naszych dziadków w wieku 70-90 lat miałoby odwagę wyjść do baru zwłaszcza jeśli nie do końca byliby sprawni fizycznie czy psychicznie. Społeczeństwo hiszpańskie jest dużo bardziej zdystansowane i otwarte.

Mogę jeszcze dodać, że osoby w podeszłym wieku mają swoje życie, które nie ogranicza się do siedzenia w domu i zamartwiania się chorobami, dziećmi czy wnukami. Oczywiście, że jest to wpisane w ich naturę, ale poza tym chodzą do klubów bingo, do domów kultury, na koncerty czy do teatru.

 

W tym artykule poruszyłam tylko niektóre hiszpańskie, dziwne zwyczaje. Jest ich oczywiście więcej jak chociażby opalanie topless na publicznych plażach w centrum miasta, wychodzenie na imprezę o 01:00 w nocy czy mówienie do przyjaciół tío i tía, co oznacza wujek, ciocia, a nie ma między nimi żadnych relacji rodzinnych. Mówi się, że co kraj to obyczaj i jest w tym bardzo dużo prawdy. To co dla nas wydaje się dziwne, dla Hiszpanów jest zupełnie naturalne i odwrotnie.

Czy Ciebie coś szczególnie zaskoczyło w Hiszpanii podczas Twojego pobytu? Podziel się z nami Twoim doświadczeniem.

Magdalena Kozak - właścicielka Langusty.io

Magdalena Kozak

Od 8 lat zajmuję się językiem hiszpańskim, od 4 lat jestem lektorem. Ukończyłam kilka kierunków studiów i postanowiłam zrealizować swoje marzenie. Założyłam szkołę języka hiszpańskiego – Langusta.io.